w Inne
https://arch-sochi.ru/2016/12/ekoposelenie-obraz-zhizni/

Zjawisko ekowiosek w Rosji ma około 15 lat. To dostateczny czas, aby podsumować doświadczenie wiodących z nich i wyciągnąć pewne wnioski.

Udało się wybudować mnóstwo domów na porzuconych ziemiach rolnych. Położyć setki kilometrów nowych dróg. Wykopać niezliczoną ilość studni, piwnic i stawów. W stawach pojawiły się ryby. W piwnicach pojawiły się zapasy. Udało się posadzić ogromną ilość drzew owocowych tam, gdzie nigdy wcześniej ich nie widziano. Cedry i rośliny chronione posadzone 15 lat temu stały się już duże i oswojono się z ich widokiem.

Śliwy, grusze i jabłonie wydają owoce. Jeżyna i malina bujnie kwitną. Żywopłoty cieszą oko, hortensje, powojniki i pięciorniki pięknie się rozrosły i bosko pachną. (…) Komarów jest coraz mniej, a pszczół i miodu coraz więcej. Rzemieślnicy zyskali stałych klientów i podnieśli poziom swojego mistrzostwa. Rozwiązano wiele sporów z miejscową administracją. Status prawny jest uregulowany, podatki są płacone, a drogi przejezdne o każdej porze roku. Dziesiątki rodzin zimują we wioskach, rodzą się dzieci, a gospodarstwa są stale udoskonalane. (…) I nawet prąd, wokół którego narosło wiele sporów, został dociągnięty. Drogo, ale jak pięknie i ekologicznie. Pojawił się też Internet, nie zwykły, a taki, który pozwala oglądać filmy online. Pralki i lodówki stały się codziennymi pomocnikami. W drewutniach porządnie poukładano drewno na wiele lat do przodu, a ceglane piece dawno zastąpiły kozy.

Rodzice i dziadkowie przestali uważać ekowioski za idiotyzm i co lato z przyjemnością przyjeżdżają podreperować zdrowie. Rozwiązano problem edukacji. Tak czy inaczej, dzieci się uczą. Można rzec, idylla.

Ale diabeł tkwi w szczegółach. Pułapka okazała się być nie tam, gdzie jej oczekiwano.

Ile to rozmów było o fundamentach, o domach kopułowych i słomianych, o panelach słonecznych i permakulturze.

A trzeba było mówić o tym, w jaki sposób budować i dbać o relacje.

O relacje małżeńskie trzeba było dbać szczególnie. A potem o sąsiedzkie.

Nie da się żyć w kraju i być sterylnie odizolowanym od jego problemów i tendencji. Wirus rozwodów przeniknął i do ekowiosek. Wydawałoby się, że właśnie tutaj – wśród żyjących ideą rodowych posiadłości – rodziny powinny być przykładem dla innych. Ale nie wyszło. Procent rozwodów jest tu podobny do skali krajowej. Są takie same łzy, takie same pretensje, podziały majątków i niczego nie pojmujące oczy dzieci pozbawionych nagle matki lub ojca.


– Teraz mamy nowego tatę!

Nowy tata rodu? A rodowe drzewa, posadzone w dniu ślubu? A przestrzeń miłości?

Surowy byt okazał się silniejszy niż piękna idea. Idea okazała się słaba, nie zdołała być czymś więcej, zmienić tego, co w środku, zwyciężyć EGO.

Ekologia to coś wspaniałego. Ale śpiew  słowików, wstawanie o brzasku i czysta źródlana woda to tylko dekoracje. Miejskie dekoracje zamienione na wiejskie. A sztuka życia rozgrywa się według takich samych zasad. Wszędzie trzeba będzie walczyć z karaluchami, żyjącymi wewnątrz nas. I tam, i tam trzeba będzie pracować nad sobą.

 Dusza musi pracować dzień i noc, bo uciec od siebie samego nie udało się jeszcze nikomu.

Można wyjechać za granicę, można uciec do ekowioski. Ale jaki jest tego sens, gdy w środku nas siedzi opasły egoista. Jeśli życiowe cele pozostały tak samo mętne i prymitywne. Żyć dla siebie, dla zaspokojenia swoich własnych potrzeb i bezgranicznego rozkoszowania się samym sobą. Moim, moją, moimi. (…)

Człowiek bez Boga jest niczym. Człowiek bez wiary w zadziwiający sposób zmienia się w wydmuszkę. W wydmuszkę z rozdętym mniemaniem o sobie. Kiedy przychodzą pierwsze trudności (a w ekowioskach jest ich bardzo dużo), to szybko traci się grunt pod nogami.

Liczyć tylko na siebie się nie udaje.

Wyrzuciwszy Boga z życia, wyciągamy z siebie trzon, rdzeń, na którym wszystko się trzyma. Mężczyzna zmienia się z wojownika w konsumenta. Dlatego w ekowioskach pojawiają się alkohol i papierosy, a potem zdrady i rozwody.

Na etapie organizacji wioski trzeba dyskutować nie o przewadze cegły nad gliną. To są mało istotne szczegóły.

Każda budowa się skończy i pozostaną tylko relacje.

Rozmawiać trzeba o filozofii. O tym, wg jakiej koncepcji i jakich wartości będą dobierani ludzie.

Są wegetarianie, witarianie i abstynenci, którzy pozostali przy tym egoistami do granic możliwości. Są ci, którzy w znaczny sposób zmniejszyli swój ślad węglowy, ale są totalnymi ekologicznymi bezbożnikami.

Niektórzy pseudonabożni hodują swoje ukochane cedry i razem z nimi nienawiść do sąsiadów, obojętność na cierpienia żony, walkę i nieprzyjęcie innych wyznań.

Są dwie wiary – jedna moja, druga – fałszywa.

 „Wy tworzycie zło, będziecie spaleni w piekle”. Abstrakcyjna miłość do bliźnich – tak. Prosta dobroć względem konkretnych sąsiadów – nie. Współodczuwanie jest zmrożone. Serce zmienione w kamień. Świat pomalowany w biało-czarne kolory. Swój – obcy. (…)

Jaki był sens przeprowadzki na ziemię, jeśli relacje międzyludzkie wymierają? Chłód w spojrzeniu, krzyki i kłótnie, unikanie siebie nawzajem (…)

Co nam po śliwach, gruszach i jabłoniach, kiedy domy w ekowioskach stoją puste, albo są wynajmowane, bo ich gospodarze nie zdołali wyhodować tego, co najważniejsze – współodczuwania względem żony i szacunku względem męża.

Mężczyźni przestali poszukiwać Boga, ponieważ ich przekonano, że go nie ma, a modlitwa – to pozostałość ciemnej przeszłości.

Nie ma miłości do Boga, to skąd ma się pojawić miłość do żony? Miłość, a nie pociąg seksualny i wykorzystywanie. Skąd pojawia się szacunek do męża? Szczery szacunek, a nie podła manipulacja.

Posiadłość rodowa to nie jest tylko wygodny dom, piękne rośliny i ogromny ogród. To to, co nie jest na pierwszy rzut oka widoczne: szczerość, ciepło relacji, wierność i wspólne cele w życiu. Gotowość oddania życia za siebie, bezkompromisowa wierność.

Mężczyzna bez Boga jest pusty i kruchy. Z pustką w sercu jest słaby i bezradny. Niczego nie może dać swojej kobiecie i milcząc patrzy, jak ginie miłość.

Przecież go przekonano, że Boga nie ma.

Teraz nie ma dla mnie znaczenia, kim na zewnątrz jest mój sąsiad – czy chodzi co niedzielę na nabożeństwo, czy ma inicjację, czy je mięso. To wszystko dekoracje. Jak pokazała praktyka, to niczego nie rozwiązuje.

Teraz ma dla mnie znaczenie tylko to, kim jest on wewnątrz tak naprawdę. Na ile jest on w stanie walczyć o swoją rodzinę, walczyć ze swoim lenistwem, chucią i litowaniem się nad sobą.

Na ile jest gotowy do zmian w sobie samym, aby uratować miłość.

Właśnie z takich rodzin wcześniej czy później powstanie prawdziwa ekowioska. Taka, w której nie będzie rozwodów i podziału majątku. Gdzie nie będzie nowych tatusiów i mam.

Wierzę, że takie wioski się pojawią. Wioski, gdzie oddanie rodzinie i relacje z Bogiem będą stały na pierwszym miejscu. A do jakiego wyznania będą należały te rodziny to już nie jest takie ważne.

Bóg jest jeden, po prostu dróg do niego jest wiele.

Wyjść z tego ślepego zaułka można, jeśli widzi się drogę na szczyt. Jeśli w życiu jest wyższy cel. W prawdziwych ekowioskach powinny kwitnąć relacje. A kwiaty i drzewa na tej glebie wyrosną w naturalny sposób. Tam, gdzie żyje miłość, na złotych gałęziach pojawia się szczęście.


 Wołodar Iwanow

Tłum. Anna Ewa Wrzesińska

Jeśli chcesz skopiować fragment tekstu lub udostępnić go w całości, dodaj proszę pod nim imię i nazwisko autora, tłumacza oraz podlinkowany adres: www.slowianska.pl

Najnowsze artykuły
Słowiańska