w Inne, Zdrowie, styl życia

To było dla mnie ważne i bardzo pracowite pół roku.

Stworzyłam kurs online, poprowadziłam dwie pod rząd edycje kursu Wiedzy o rodzie oraz dwa duże warsztaty (II i III stopnia), wypuściłam w świat pierwsze instruktorki, rozpoczęłam pracę nad grą transformacyjną… Prócz tego przeprowadziłam się, totalnie zmieniając swoje otoczenie i do tej pory próbuję się w nim odnaleźć.

Kiedyś byłabym z tej listy taka dumna i jeszcze dopisała parę rzeczy, które zrobiłam. Ale teraz… chyba mam dość. Udowadniania (głównie samej sobie), że jestem taka wydajna i pracowita. I że sobie tak wspaniale ze wszystkim radzę.

Że jak zrobię dużo, więcej, jeszcze więcej, to będę wreszcie taka jaka powinnam być.

A wiecie co? Mój umysł i tak zrzędzi, że robię za mało. Jakby zapomniał, że na prawdziwym urlopie byłam ostatnio w 2014 roku. Bo jak już jechałam, to musiało być warsztatowo, albo naukowo, a nawet, jak udawało się pobyć po prostu u kogoś w gościach, to z tyłu głowy ciągle miałam: trzeba pamiętać, trzeba napisać, trzeba przemyśleć, trzeba stworzyć… A ludzie dokoła mnie, odpowiadając na moje nieuświadomione programy, sypali opowieściami o swoich rodowych traumach, problemach z byłymi, chorobach. W wersji light były niekończące się rozmowy o wedyjskiej wiedzy i rozkminianie filozoficznych tematów.

Dokładnie po to, bym ciągle siedziała w robocie. Nawet na „urlopie”.

I choć wiem, że to, co robię jest bardzo potrzebne, że zmienia życie wielu ludzi, że nie mogę i nie chcę tak po prostu z tego zrezygnować, to wiem też, że jeśli nie zwolnię, nie wyjdę wreszcie z pracy i nie zajmę się tylko sobą, to świat zrezygnuje ze mnie. Po prostu ciało mi odmówi posłuszeństwa i wszystko złoży się tak, że nie będę mogła dalej pracować. Albo znienawidzę to, co robię.

Wystarczy! Pora nie-działać.

Przyznaję, przeraża mnie to. Jak to nie-działać, nie pracować, jak to zająć się tylko sobą, jak to leżeć, odpoczywać  i nie wiedzieć, co będzie za miesiąc, za pół roku?

To oznacza, że najpewniej zawiodę ludzi, tych, co czekają na konkretne daty warsztatów, na konkretne informacje, jak zostać instruktorką, na książki, na kursy, na webinary. A ja teraz nie mogę powiedzieć NIC.

To też oznacza, że w tej ciszy spotkam się się z prawdą o sobie, ze swoimi lękami i samotnością. Z tym, że pomimo tego, że uzdrowione jest wiele, to nie wszystko jest takie, jak bym chciała. Nie wszystkie moje marzenia są spełnione i nie zawsze czuję, że moje serce bije równo i mocno. A praca dawała (i daje) mi poczucie, że warto żyć. Że jestem potrzebna i kochana. Ale czy bez niej będzie tak samo?

Jeśli tego nie sprawdzę, grozi mi życie w iluzji.

Nie chcę, by praca była całym moim życiem, jego treścią i sensem. Tak było przez wiele lat i teraz słono za to płacę. Możliwe więc, że nie uda się zregenerować w miesiąc i że od września nie ruszę z kopyta tak, jak planowałam.

Co jeśli nie będę mogła pracować przez pół roku, przez rok?

To, że ludzie sobie dadzą radę beze mnie, to jasne. Jest przecież wiele kobiet, które prowadzą podobne zajęcia i kursy, piszą książki i artykuły. Gdy mnie zabraknie, świat sobie naprawdę świetnie poradzi.

Ale czy ja sobie poradzę?

Czy dam radę odpuścić obawy o to, co u moich kursantek, co u moich instruktorek, co u moich klientek? Czy dam radę nie sprawdzać poczty, nie rozmyślać non stop o nowych kursach i webinarach, nie planować nowych kursów…

Czy dam radę pomyśleć i poczuć CO U MNIE?

Po prostu być, dać sobie czas i uwagę, pojeździć po Polsce, pogadać o niczym, pocieszyć się życiem, pojeździć na rowerze, pogotować, pośpiewać, potańczyć i poopalać się?

Nie wiem, ale spróbuję i dlatego odpuszczam na razie wszelkie nowe działania.

Będą pojawiały się wpisy ze starszymi tekstami z bloga, filmikami z YT (może fajnie będzie sobie odświeżyć to, co było), na grupie będą zestawy dnia tak, jak były (już je poustawiałam na cały miesiąc).

Działa oczywiście sklep, bo dystrybucją produktów zajmuje się firma zewnętrzna (chwała Bogu, że udało mi się kiedyś podjąć tę wspaniałą decyzję).

Nie ma warsztatów, nie ma nawet planowania warsztatów, nie ma pracy twórczej nad grą.

Na maile odpisuję raz w tygodniu. I mam nadzieję, że chociaż raz zapomnę odpisać.

Teraz  jestem JA. Bo jestem tego warta … haha … pamiętacie tę reklamę?

Trzymajcie za mnie kciuki!

Najnowsze artykuły